Czytaliście książkę "Dziewczyna z pociągu" bądź czy ktoś z Was widział film? Nie? Nic nie szkodzi, bo opowiem Wam lepszą historię.
Jestem osobą, której przytrafiają się różne historie, mniej ciekawe i bardziej ciekawe, ale wiem jedno, że istnieje coś takiego jak przeznaczenie. Góra z góra nigdy się nie zejdą, ale człowiek z człowiekiem zawsze! Sytuację o której chcę Wam opowiedzieć najlepiej odzwierciedla cytat: "Nigdy
nie przestanie zadziwiać mnie fakt, że aby doszło do spotkania dwojga
ludzi musi gdzieś z boku, gdzieś z dala od reflektorów zdarzyć się tyle
małych, na pozór nieistotnych rzeczy, jak to: czy pojedziesz tramwajem
numer 6 o tej, a nie innej godzinie, czy idąc na piwo dotrzesz właśnie
do tego, a nie innego lokalu, czy wyjdziesz na fajkę właśnie teraz, czy
pięć minut później lub też, czy pośliźniesz się akurat w tym, a nie
innym miejscu. ”
A jak było tym razem?
Dokładnych dat i godzin Wam nie podam, ale zaczęło się całkiem niewinnie. Z racji, że pochodzę z naprawdę niewielkiej miejscowości
pod Gdańskiem, a mój wybranek serca mieszkał w Koszalinie urządzaliśmy
sobie nawzajem niemałe wyprawy. I tak pewnego popołudnia, po pracy
biegłam - na skręcenie karku na pociąg, żeby tylko zdążyć, żeby się nie
spóźnić i bang! Wpadam na PKP, a tam co? Pewnie opóźnienie - kogoś to zdziwiło? Nie wiem, ile dokładnie opóźnienia miał pociąg, ale pewnie jakieś 1,5h może mniej. Niedaleko mnie stały dwie kobiety - córka z matką. Nie byłam pewna, czy nie przeoczyłam mojego pociągu, więc zapytałam:
-przepraszam, czekają Panie na pociąg do Szczecina, przez Koszalin?
-Tak, tak
(mniej więcej tak to wyglądało)
Mówię i myślę sobie: Super! Czyli to tylko i aż spóźnienie. Pociąg przyjeżdża
i okazuje się, że wcześniej zapytana dziewczyna będzie dzielić ze mną
przedział. Dziewczyna w długich blond włosach zagadała do mnie. Ot tak
po prostu, Zaczęłyśmy
rozmawiać, niezobowiązująco. Znacie te historie, gdzie człowiek w
pociągu opowiada Ci całe swoje życie i przeżycia? U nas poniekąd tak
było. Choć oszczędziłyśmy sobie większe i mniejsze sekrety, ale nasza rozmowa potoczyła się na tyle przyjemnie, że stwierdziłam, że spoko nadajemy na tych samych falach. Możemy się dogadać, podróż nie będzie taka zła i dzięki Ci Boże nie trafiła mi się śmierdząca babcia z opowieścią z kosmosu!
Dorota, bo tak na imię miała moja towarzyszka,
studiuje w Koszalinie. Co śmieszniejsze, wychowywała się niecałe 90 km
ode mnie. A nasze drogi skrzyżowały się dopiero w drodze do Koszalina.
Powiecie, żaden przypadek, nic nadzwyczajnego.
Otóż nie: Dorota miała wykupiony bilet na pociąg wcześniejszy, jak to
się stało, że jechała tym pociągiem co ja? Otóż pomyliła perony i pociąg
wcześniejszy odjechał, bez niej :D
Wracając do samej historii:
Droga
do Koszalina minęła nam całkiem przyjemnie. Na dworcu powiedziałyśmy
sobie do zobaczenia i tyle się widziałyśmy. Wiecie jak to zazwyczaj
jest? Ok, umówimy się, spoko. Kawa, piwo, wino, hej dziewczynooo! I tak przez prawie pół roku lajkowałyśmy sobie zdjęcia na insta z myślą,
musimy się zgadać i to było tyle. Aż w końcu nasze drogi znów się
skrzyżowały! Znów na peronie! Znów w pociągu! Ale tym razem pociąg
jechał do Gdańska ;) Ten przypadek sprawił, że serio postanowiłyśmy się juz umówić - zdecydowanie
bardziej z inicjatywy Doroty. Umówiłyśmy się na kawę, poszłyśmy na sok,
jednak ta historia ma swój koniec na piwie. I tak przegadałyśmy całe
popołudnie. Dwie zupełnie obce sobie osoby. Poznane w pociągu.
Przypadkiem. Być może połączył nas fakt, że obie przeprowadziłyśmy się
do Koszalina. Kto wie, ale ta historia nie ma końca, bo tak naprawdę
nasza znajomość dopiero się zaczyna, dopiero się poznajemy a zajwka paznokciowa w tym zdecydowanie pomaga i tak oto zupełnie przypadkiem powstały Dziewczyny z pociągu.
Niemożliwe? Nie istnieje! Jeśli coś nie ma prawa się wydarzyć i nie masz prawa kogoś poznać, to miej świadomość tego, że to może się wydarzyć za chwilę. A wtedy po prostu trzeba wykorzystać swoje pięć minut!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz