wtorek, 14 listopada 2017

Dziewczyny z pociągu


Czytaliście książkę "Dziewczyna z pociągu" bądź czy ktoś z Was widział film? Nie? Nic nie szkodzi, bo opowiem Wam lepszą historię.  

Jestem osobą, której przytrafiają się różne historie, mniej ciekawe i bardziej ciekawe, ale wiem jedno, że istnieje coś takiego jak przeznaczenie. Góra z góra nigdy się nie zejdą, ale człowiek z człowiekiem zawsze! Sytuację o której chcę Wam opowiedzieć najlepiej odzwierciedla cytat:  "Nigdy nie przestanie zadziwiać mnie fakt, że aby doszło do spotkania dwojga ludzi musi gdzieś z boku, gdzieś z dala od reflektorów zdarzyć się tyle małych, na pozór nieistotnych rzeczy, jak to: czy pojedziesz tramwajem numer 6 o tej, a nie innej godzinie, czy idąc na piwo dotrzesz właśnie do tego, a nie innego lokalu, czy wyjdziesz na fajkę właśnie teraz, czy pięć minut później lub też, czy pośliźniesz się akurat w tym, a nie innym miejscu. ” 

A jak było tym razem?  

Dokładnych dat i godzin Wam nie podam, ale zaczęło się całkiem niewinnie. Z racji, że pochodzę z naprawdę niewielkiej miejscowości pod Gdańskiem, a mój wybranek serca mieszkał w Koszalinie urządzaliśmy sobie nawzajem niemałe wyprawy. I tak pewnego popołudnia, po pracy biegłam - na skręcenie karku na pociąg, żeby tylko zdążyć, żeby się nie spóźnić i bang! Wpadam na PKP, a tam co? Pewnie opóźnienie - kogoś to zdziwiło? Nie wiem, ile dokładnie opóźnienia miał pociąg, ale pewnie jakieś 1,5h może mniej. Niedaleko mnie stały dwie kobiety - córka z matką. Nie byłam pewna, czy nie przeoczyłam mojego pociągu, więc zapytałam:  

-przepraszam, czekają Panie na pociąg do Szczecina, przez Koszalin? 
-Tak, tak 

(mniej więcej tak to wyglądało) 

Mówię i myślę sobie: Super! Czyli to tylko i aż spóźnienie. Pociąg przyjeżdża i okazuje się, że wcześniej zapytana dziewczyna będzie dzielić ze mną przedział. Dziewczyna w długich blond włosach zagadała do mnie. Ot tak po prostu, Zaczęłyśmy rozmawiać, niezobowiązująco. Znacie te historie, gdzie człowiek w pociągu opowiada Ci całe swoje życie i przeżycia? U nas poniekąd tak było. Choć oszczędziłyśmy sobie większe i mniejsze sekrety, ale nasza rozmowa potoczyła się na tyle przyjemnie, że stwierdziłam, że spoko nadajemy na tych samych falach. Możemy się dogadać, podróż nie będzie taka zła i dzięki Ci Boże nie trafiła mi się śmierdząca babcia z opowieścią z kosmosu!  

Dorota, bo tak na imię miała moja towarzyszka, studiuje w Koszalinie. Co śmieszniejsze, wychowywała się niecałe 90 km ode mnie. A nasze drogi skrzyżowały się dopiero w drodze do Koszalina. Powiecie, żaden przypadek, nic nadzwyczajnego. Otóż nie: Dorota miała wykupiony bilet na pociąg wcześniejszy, jak to się stało, że jechała tym pociągiem co ja? Otóż pomyliła perony i pociąg wcześniejszy odjechał, bez niej :D 

Wracając do samej historii:  
Droga do Koszalina minęła nam całkiem przyjemnie.  Na dworcu powiedziałyśmy sobie do zobaczenia i tyle się widziałyśmy. Wiecie jak to zazwyczaj jest? Ok, umówimy się, spoko. Kawa, piwo, wino, hej dziewczynooo! I tak przez prawie pół roku lajkowałyśmy sobie zdjęcia na insta z myślą, musimy się zgadać i to było tyle. Aż w końcu nasze drogi znów się skrzyżowały! Znów na peronie! Znów w pociągu! Ale tym razem pociąg jechał do Gdańska ;) Ten przypadek sprawił, że serio postanowiłyśmy się juz umówić - zdecydowanie bardziej z inicjatywy Doroty. Umówiłyśmy się na kawę, poszłyśmy na sok, jednak ta historia ma swój koniec na piwie. I tak przegadałyśmy całe popołudnie. Dwie zupełnie obce sobie osoby. Poznane w pociągu. Przypadkiem. Być może połączył nas fakt, że obie przeprowadziłyśmy się do Koszalina. Kto wie, ale ta historia nie ma końca, bo tak naprawdę nasza znajomość dopiero się zaczyna, dopiero się poznajemy a zajwka paznokciowa w tym zdecydowanie pomaga i tak oto zupełnie przypadkiem powstały Dziewczyny z pociągu.  
  
Niemożliwe? Nie istnieje! Jeśli coś nie ma prawa się wydarzyć i nie masz prawa kogoś poznać, to miej świadomość tego, że to może się wydarzyć za chwilę. A wtedy po prostu trzeba wykorzystać swoje pięć minut! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz